poniedziałek, 15 grudnia 2014
Poza światem: Rozdział 1; Opowiadanie 1 - Część 1/2
Tego ranka obudziłam się z krzykiem. Moje fioletowe włosy zasłaniały mi twarz. Nic nie widziałam.
-Ej, ej! Spokojnie- powiedziała Mama wchodząc do pokoju.- Będzie dobrze, spokojnie córuś.- uśmiechnęła się pogodnie i usiadła na moim łóżku.
-Powiedz, źle ci tam było?- zapytałam, czekając na odpowiedz.
- Kochanie, wiem jak się teraz czójesz zostawiając cały swój świat porzucony, lecz to dobra okazja, by zacząć wszystko od nowa.
- Ale ja nie chce niczego zaczynać, spróbuj mnie zrozumieć!- Powiedziałam odgarniając włosy z twarzy.
- Uwierz mi, są ważniejsze sprawy niż zwykłe rzeczy.
- Tak wiem, twoje sprawy i twoje życie jest zawsze najważniejsze, a co zemną!?- krzyknełam, nawet nie patrząc w jej zimne oczy.
-Jak możesz tak mówić!? Zawsze masz do mnie żal, o wszystko!- wybuchnęła gniewem.
-Bo to wszystko twoja wina! I śmierć taty też, gdybyś go nie zdradzała i nie była taką chłodną jędzą, to by żył.
- Znowu zaczynasz?! Mam tegk dość!- oburzyła się i wyszła.
Kochana mamusia, co? Ona nigdy nie będzie moją prawdziwą matką, zawsze pozostanie macochą.
Kiedy skończyłam moją ,,małą" kłótnię zorientowałam się, że jest po 7. Znów się spuźnię, ale to tylko pierwszy dzień szkoły. Chodź przyjechałam tu tydzień temu, nie chciałam wtedy chodzić tam. Czółam, że źle, że tu przyjechałyśmy razem z macochą. Może miałam racje.
Od wyjścia z domu nie widziałam, ani jednej osoby w pobliżu, jakby samo miejsce odciągało ludzi, lecz to pewnie przez ten deszcz, który zaczął padać. Aby nie zmoknąć zaczęłam biec jak najszybciej się da, byłam już blisko szkoły, gdy nagle na kogoś wpadłam.
- Przepraszam śpieszę się do szkoły.- powiedziałam to pomagając dziewczynie wstać.
- Ja tak samo.- uśmiechnęła się do mnie.
Była cała przemoczona. Nikt normalny nie założyłby w taką pogodę spódnicy (no, ale muszę przyznać, bardzo ładna ta spódnica).
- Zapomniałam się przedstawić, jestem Alice.
-Ja jestem Myriam.- odpowiedziałam.
Milczała przez chwilę, uważnie mi się przyglądając.
-Myriam, tak?- Spytała, a ja przytaknęłam.- Już wiem, jesteś nową uczennicą. Jesteśmy razem w klasie...-nagle przerwała i spojrzała na zegarek.- Chodź szybko, jesteśmy już spóźnione.-pociągnęła mnie za rękę i zmusiła do pobiegnięcia razem z nią.
Szkoła była pusta, pewnie zaczęły się lekcje. Wszędzie białe ściany, i ogromne okna z których było widać plac budynku.
-Nie przyglądaj się tak, szybko...To tutaj.-wskazała mi na drzwi.
Weszłyśmy bardzo gwałtownie i zatrzymałyśmy się za drzwiami. Nauczyciel był oparty o biórko. Spoglądał na nas jakby zobaczył potwora. Reszta klasy miała z nas niezły ubaw, bo dopiero po chwili zauważyłyśmy, że jesteśmy całe mokre.
- Panno Alice kolejne spóźnienie.- powiedział poważnie nauczyciel.
- Wiem profesorze, ale mam usprawiedliwienie.
- ooo...- zdziwił się , mocno się zdziwił.-... słuchamy, może w końcu powiesz coś wiarygodnego.
- Otóż...- próbowała coś wymyślić, ale i tak musiała coś powiedzieć.
- Otóż kiedy bardzo się śpieszyłam do szkoły (specjalnie podkreśliła słowo bardzo) wpadłam na nową koleżankę.- Wreszcie to wydusiła.
- Pani nazywa się Myriam, tak?- spojrzał na mnie przez duże okulary.
Milczałam przez chwilę i po chwili podniosłam wzrok. Moje niby martwe ślepia (no przynajmniej mi się tak wydawało) rozglądały się na wszystkie strony klasy, gdy wkońcu mój wzrok utkwił na jego postaci. Był wysoki, nie za szczupły i nie za gruby. Miał fajne bujne jasne włosy, króre spadały mu na okulary.
- Tak, zgadza się- odpowiedziałam, a on ze strachem opuścił wzrok.
Gdy nagle samo z siebie otworzyło się okno, przez co rozwiało papiery profesora. Po nie miłym incydęcie kazał mi i Alice, pójść do szatni się wysuszyć.
To pierwsza część mojego opowiadania.
Zapraszam /Lunlly
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz