Następnego dnia nie chciałam iść do szkoły, lecz coś mnie tam ciągnęło. Idąc przyglądałam się wisiorkowi. Jego napis na przodzie był rozmazany. To było dziwne, tak nagle sam z siebie się rozkazał. To było podejrzane. Na lekcji historii nie mogłam się skupić. Myślałam tylko o tym co zobaczyłam wczoraj. Ta kobieta, nie znam jej, lecz ona może mi pomóc. Ale jak ją znajdę? Jak zwykle uwieczniałam to co zobaczyłam. W moim notatniku było dużo rysunków tajemniczego chłopaka. Widziałam go każdej nocy. Nagle zrobiło się bardzo jasno, coś mnie oslepiło. Ktoś tu idzie, tak wyczuwam, ale po co? Nie interesuje mnie to już, kto, po co i gdzie. Dla mnie najważniejszy jest wisiorek, to on jest kluczem do prawdy. Do klasy wszedł chłopak.
- To nowy uczeń Nathaniel. No to zobaczmy gdzie jest wolne miejsce.- Pan Frazowski przedstawił chłopaka i zaczął rozglądać się po klasie.
Wszyscy popatrzyli na mnie, takie miałam wrażenie. Tak, u mnie było wolne miejsce, siedziałam sama.
Dobrze wiedziałam, że nie usiądzie ze mną. Frazowski jakoś za mną nie przepada. Frazowski usadził go do Alice. Wszyscy byli zadowoleni. Nowy kolega w klasie, pewnie fajny, nie to co nowa koleżanka. Mnie klasa nie lubiła, lecz może nie rozumiała jak Frazowski.
Na historii wogule na niego nie spojrzałam. Wyszłam w pośpiechu, jakby nie chcąc, aby go spotkać. Na chwile stanęłam w miejscu. Coś mi się przypomniało, w pośpiechu wyciągnęłam dziennik. Przeszukiwałam każdą stronę, znalazłam. Na jednej był zamazany obraz i powtarzające się słowo-,,Nathaniel''
Nie tylko nie on. To nie możliwe. Nagle poczułam, że ktoś za mną stoi. Poczułam ciepło, trzymał mnie za ramię. Gdy nagle zobaczyłam ciemność i postać. To on, na pewno on. Tylko dlaczego? Nie zastanawiając się za długo uciekłam. Bałam się, nie wiem czemu.
Uciekłam tam gdzie zawsze. Do opuszczonej stacji kolejowej. Tam nikt mnie nie będzie szukał. Gdy już opanowałam emocje. Rozejrzałam się wszystko było inne niż zwykle. Takie jakby pożucone. Poczułam, że ktoś za mną stoi. Odwróciłam się. To było on. Stał nieruchomo i wpatrywał się we mnie. Krzyknęłam że strachu. Uciekłam ponownie. Gdzie tylko nie pujdę on tam był i stał cały zakrwawiony. Przeraziłam się, uciekłam w las. Krzyczałam, a nawet płakałam i nic nie przynosiło rezultatu. Po prostu stał. Ja dalej się bałam. Nagle zaczął mnie atakować. Nie miałam gdzie uciec, za mną była przepaść. Koniec że mną, gdy nagle mnie zepchną. Ledwo się trzymałam. Zaczął się śmiać. Spadłam w przepaść. Nic nie pamiętam, nic nie widziałam...
Na reszcie jest kolejny rozdział... wy też się cieszycie??? Bo ja bardzo...
///Lunlly

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz