Wybiegając od strony drzwi zauważyłam ,że dyrektorka tak ,jakby nagle zniknęła.Było to trochę dziwne.Kiedy wchodziłam do mojego pokoju ,zauważyłam dopiero wtedy ,że nie słyszę już tych głosów i od dłuższego czasu mnie nie boli głowa.
Poszłam już na lekcje.Siedziałam spokojnie znudzona w ławce z myślą: "Kiedy się skończy lekcja?".
Chwilę później za oknem ujrzałam tego samego chłopaka ,który mnie uratował.Postanowiłam udawać ,że wychodzę do łazienki i pójść za nim.
On szedł wtedy do lasu.Tylko po co tam idzie i czego szuka? Poszłam za nim ,tak aby mnie nie zauważył.Schowałam się za kamieniem.On stanął na chwilę ,rozejrzał się i jakby z prędkością światła biegł prosto przed siebie.Więc pobiegłam za nim.Chciałam się dowiedzieć co on takiego ukrywa.
Na szczęście nie pobiełg za daleki ,więc mogłam go jeszcze dogonić.W miejscu gdzie pobiegł leżała biało-śnieżna sowa ze słamanym skrzydłem.On schylił się i wziął ją na ręce.Widać chciał jej pomóc.Podeszłam bliżej ,byłam tego ciekawa.Usłyszał mnie ,potem się rozejrzał i zauwazył ,że podchodzę.Z prędkością światła uciekł.Wróciłam się zaraz do szkoły.Co on tak naprawdę ukrywa? Jak on się tak szybko przemieszcza i w jaki sposób z tak dalekiej odległości zauważył sowę? Te pytania pozostały mi w pamięci.Próbowałam to sobie jakoś wytłumaczyć ,ale nic z tego nie wyszło.
Chyba troszkę krótkie ,ale to nic.
Ps.Przepraszam ,że wczoraj nie napisałam rozdziału ,nie za dobrze się wczoraj czułam.
Bajoo...
/Mirtissii

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz